MENU
WIERSZE EWY ZAIM (OKNIŃSKIEJ)
OPOWIADANIA - LISTY
HOME


Gdy otwieram album stary
mam przed sobą inny świat
wśród pożółkłych fotografii
wracam do dziecinnych lat

Dwór w Jurkach rys. Marek Zaim Dom
Oto stary dwór drewniany
przez Wismontta postawiony
małe okna w białych ścianach
dzikim winem otulony

            Ganek na kolumnach wsparty
            z dwóch stron ma wysokie schody
            - miejsca dość do odpoczynku
            i dwie ławki dla wygody.

Babcia Turska tu siadała
osłaniając dłonią oczy
od silnego blasku słońca
spoglądała na prawnuki
budujące zamki z piasku.

            Sień obszerna pełna chłodu
            lustro tu obok stolika
            z dwóch stron wejścia do pokoi
            na podłodze skóra z dzika.

Kuchnia duża, gospodarska
jak zwykle we dworze bywa
komin, stoły dwa i ławy
w kącie ląszak gdzie się zmywa.

            W piecu wielkie szczapy płoną
            Brońcia chleb wyrabia w dzieży
            jak bochenki wyjmie z pieca
            rozejdzie się zapach świeży.

W czasie wojny w stare progi
liczni goście zawitali,
wielkich wygód tu nie mieli
lecz najgorsze dni przetrwali.

Ojciec
Gdy był jeszcze młodym chłopcem
już musiał gospodarować
z Babcią zarządzać majątkiem,
i rodzeństwo młodsze chować.

            Kłopoty go różne dręczą,
            trudne sprawy majątkowe
            nocą pali papierosy
            wspierając o ręce głowę.

Rano o świtaniu wstaje
by fornali ekspediować
wszystko wydać i zarządzić
gospodarstwa dopilnować

            Raz z podwórza wracał rankiem
            we mgle jeszcze drzemał sad
            i przez okno rzucił Mamie
            pełen rosy róży kwiat.

Serdeczny i pobłażliwy
bardzo rzadko nas strofuje
a jeśli już musi skarcić
do honoru apeluje.

            Często mam go przed oczami
            (chociaż nie żyje od lat)
            jak o furtke wsparty stoi
            i w zadumie patrzy w świat.

Kazia
Kazia to śliczna dziwczynka,
żywa i odważna jaka,
buzia słodka jak malinka
lecz naturę ma chłopaka.

Kazia Oknińska w Jurkach             żadnych lalek,. szmatek, książek
            nasza Kazia nie uznaje,
            woli piłkę, kij lub kozik
            z chłopakami wciąż przystaje.

Kiedy miała cztery latka
poszła do Kąkolewnicy
w domu wszczęto wielki alarm
szukali jej w całej okolicy.

            Raz gdy jej nie było długo
            zaczęli się niepokoić ...
            i znaleźli ją w oborze
            zaczynała krowy doić.

Przywiózł Lolek nowe buty
Kazia tylko je włożyła
już z ogrodu wraca boso
bo buciki gdzieś zgubiła.

            Miałyśmy nauczycielki
            bardzo sympatyczne panie
            odrabiały z nami lekcje
            i grały na fortepianie.

Ale Kazia przy pianinie
nie usiądzie ani chwili
tłumaczyli, namawiali
i od grania odstąpili.

            Gdy jej Mama sprawi lanie
            i pyta czy zmnieni sie?
            tłumi łzy, zaciska zeby
            i uparcie woła... NIE!

Ciocia Hania
Ciocia z domu Niegolewska
w pałacu się wychowała
gdy dziewczynką jeszcze była
to francuzką bonę miała.

            Drobna, ciemna, dość nerwowa
            wojna na wieś ją rzuciła
            stale tęskni do Ostrowa
            lecz nigdy tam nie wróciła.

Stryj w niemieckiej jest niewoli
Ciocia tęskni doń z daleka
robi paczki do oflagu
wciąż na listonosza czeka.

            Tu kultury uczy dzieci
            wpaja dobre wychowanie
            lecz my proste wiejskie dzieci
            Ciocia trudne ma zadanie.

Bardzo dobra i uczynna
wszyscy lubią ją i znają
dzieci, starsi i znajomi
"Ciocią Hanią" nazywają.

Wojtek
Wojtuś to chłopiec serdeczny
muzykalny i wesoły
mógłby być dla innych wzorem
gdyby chodzić chciał do szkoły

            Ale on jak iskra żywy
            i nad książką nie przystanie
            wprawdzie słucha rad i przestróg
            lecz ma swoje własne zdanie

Po co jemu ortografia?
czy z niego uczony jaki?
Po co tabliczka mnożenia?
Lepiej z procy strzelać ptaki!

            Lepiej wspinać się na drzewa
            zagrać w noża, cymbergaja,
            Wojtusia tam znaleźć można
            gdzie jest głośna chłopców zgraja

Ciocia Hania wiec go uczy
ale Wojtuś twarda sztuka
gdy nadchodzi lekcji pora
Ciocia go daremnie szuka.

Brońcia
Brońcia u nas jest od dawna
nikt nie wie od ilu lat
przy niej ojciec sie ożenił
przy niej przyszłyśmy na świat

            Przeszła z nami różne losy
            wojnę, bandy niepokoje
            wychowała mnie i Kazię
            niańczyła i dzieci moje

Brońcia ciężko tu pracuje
karmi świnie i prosięta
rano parniki paruje
zawsze o drobiu pamięta

            W święto idzie do kościoła
            palmy, wianuszki szykuje
            w karbowanej jest spódnicy
            pod topolą się obuje

Brońcia bardzo kocha dzieci
w wolnej chwili z nami siada
uczy nas piosenek, wierszy
albo bajki opowiada.

            A gdy któreś bierze w skórę
            zaraz na ratunek leci
            sama rzuca się na razy
            byle tylko chronić dzieci.

W Dąbrówce
Wielka radość dzisiaj w domu
nie zwlekajmy ani chwili
już szykują się do drogi
jedziemy do Cioci Mili

            Jak się spotka Kazia z Markiem
            po całych dniach tylko psocą
            to ser z worka wyciągnęli
            w korycie dla krów go moczą
            to znaleźli puszkę farby
            zaraz za pedzle chwycili
            ganek według swego gustu
            po malarzach poprawili

A biednego psinę Brysia
koło budy gdzieś złapali
obeszli sie z nim okrutnie
żołędzi mu d.... nawsadzali.

            Choć u Cioci jest cudownie
            wizytę musimy skrócić
            dzieci razem być nie mogą
            i do domu trzeba wrócić.

Majowe
Już w ogrodzie zmierzch zapada
z bzu, z jaśminu płyną wonie
paw na świerk się spać układa
wszystko wolno w mroku tonie

            Wtedy głośne "Kyrie elejson"
            od kaplicy dolatuje
            to Nurzyńska przed ołtarzem
            nabożeństwo intonuje

Kaplica niewielka, stara
wystrój wnętrza niebogaty
na ołtarzu świece płoną
ubrana w majowe kwiaty

            Kilka ornatów, obrusów
            oto i cały majątek
            a na stopniach barwny dywan
            Prababki go wyszywały

Za oknami gdzieś wysoko
kwitnących kasztanów gąszcze
a do środka wpadną czasem
budząc we mnie lęk chrabąszcze.

U Dziadków w Pieńkach
Dziadek słuchawki radiowe wkłada
w wielkim fotelu za stołem siada,
zanim fajkę do ust wsadzi
wąs sumiasty dłonią gładzi
Bierze srebrne okulary
i przegląda
ten kalendarz bardzo stary
Babcia kredens otworzyła
głowe siwą pochyliła
konfitury, ser wyjmuje
i kolację nam szykuje
Ze złotego samowara
już zaczyna lecieć para
Lampa wielka z ponad stoła
sieje blaskiem dookoła
W piecu jasno ogień płonie
miło jest w rodzinnym gronie.

Pora zamknąć album stary
co zawiera dawne dzieje
wielu bliskich już odeszło
dom i ogród nie istnieje.

Nie pojadę już do Jurek
dziś tam same obce twarze
a jak jestem w tamtych stronach
idę tylko na cmentarze.

i na drogich mi mogiłach
palę lampkę, kłade kwiat
i serdeczną myślą wracam
do minionych dni i lat.


Wszystkie fotografie prezentowane w tej witrynie są chronione Prawem Autorskim.
Kopiowanie i powielanie w jakiejkolwiek formie, wymaga pisemnej zgody autora.
All photos are copyrighted and you are not allowed to use them without my permission.