Menu
URSZULA GRONOWSKA - TEKSTY

Ona     Lupa     Dom z duszą     Burza     Miasteczko     Łódki



Lupa

       Świat, który oglądał przez lupę wydał mu się zadziwiająco bliski. Studiował z uwagą starą fotografię i czuł jej pulsujące wnętrze na wyciągnięcie dłoni. Doszedł do wniosku, że można wypełnić sobie czas oglądaniem zdjęć przez lupę. Niedawno odkrył jak ważnym przedmiotem może być ten zwykły przyrząd z czarną rękojeścią. Używał jej do studiowania miejsc, które zapadły mu głęboko w pamięć, a one wzmagały w nim jakąś czujność i chęć zmierzenia się z dawnymi doświadczeniami na nowo.

       Przemierzał więc z lupą wąskie uliczki i zaułki miast, uwiecznione na kolorowych fotografiach. Zaglądał do cienistych parków w skwarne popołudnia i zatrzymywał się na chwilę przy jakiejś sklepowej witrynie. Sięgał wzrokiem szczytów kamienic. Sycił się chłodem gotyckich katedr i romańskich kociołów. Za każdym razem odżywały wspomnienia i z wyblakłych nieco fotografii starał się odbudować fragmenty zaistniałych kiedyś sytuacji, krótkich zauroczeń, małych olnień, jakby wznosił na nowo co, co od dawna uległo już zwietrzeniu i zapomnieniu.

       To był jego codzienny rytuał. Z czułością wodził palcem po konturach budowli, dotykał dłońmi powierzchni fotografii, chcąc się upewnić co do miejsca, które miał zamiar odwiedzić. Przed wielu laty, kiedy był młody i sprawny mógł wyruszyć każdym szlakiem, który kusił go swoją niewiadomą. A teraz . . . Teraz pozostało mu tylko przeglądanie fotografii i wydobywanie z zakamarków starej pamięci fragmentów wspomnień, jak mozolne układanie puzzli z kolorowego obrazka.

       Oglądanie zdjęć przez lupę zajmowało mu prawie całe dnie. Bolały go oczy i głowa, ale cieszył się jak dziecko na mylś o kolejnej wędrówce, czując dreszcz zbliżających się emocji. Siadał wygodnie i dawał się ponieść wspomnieniom, a one niosły go do dalekich miast i minionych chwil. Sporo czasu zajmowało mu przypomnienie sobie faktów i miejsc. Wysilał pamięć, próbował dopasować daty, zestawiał razem fotografie. Czasem się złocił, że nie jest w stanie wykrzesać z siebie, z tych okruchów pamięci czego konkretnego, co by rozpaliło jego wyobraznię.

       Robił w popiechu zakupy i nie wdając się w rozmowy z sąsiadami, wracał do domu. Był pewien, że tylko sam na sam ze swoimi zdjęciami poczuje się na swój sposób szczęśliwy. Patrzył na blade jesienne słońce ślizgające się po murach sąsiedniej kamienicy. Jego okna nadal pogrążał cień chłodnego poranka. Odkąd wszedł w dojrzałe lata, nie przepadał za długimi wieczorami w swoim pokoju. Ale teraz był bogatszy o jedno nowe doświadczenie - spacery z lupą,
które pozwalały mu zapomnieć o szarych witach i smętnych, rozwlekłych popołudniach.

       Znów zasiadł na starej wersalce, chcąc powrócić do kilku zmierzchów w pewnym miecie. O dziwo, zapamiętał piękne tęczowe kręgi wokół latarni, chociaż może to było tylko odległe w czasie złudzenie. W każdym razie bardzo przyjemne. Powrócił do momentu, kiedy popołudnie niezauważalnie przechodzi w zmierzch i wszystko wokół jest jakie tajemnicze, powleczone delikatną mgiełką, ale zaznaczone wyraznym konturem. Cudowna chwila w ciepłym odcieniu, z sylwetkami domów w głębi, którą uwiecznił na zdjęciu, nie mylśąc nawet, że powróci do niej po tylu latach...

       Potem długo lustrował fragment otwartego okna jakiej kamienicy. Wpadło mu do głowy, że może tam, w dalekim mieszkaniu, ktoś mógł robić to samo, co on. Z odrętwienia wytrącił go jaki krzyk za cianą. Nie mógł już uporządkować myli i rozzłocił przerwany wątek. Poszedł spać w złym humorze. Ale nocą znów zaczął wspominać. Tym razem wędrował kamiennym mostem i był bardzo rad z wczesnego poranka. Wyczuwał niepieszny nurt rzeki i zapach wilgoci. Miał go prawie w nozdrzach. Był zdziwiony tamtą pustką i ciszą. Rzadko zdarzało mu się śnić tak na zamówienie. Długo przechadzał się pod arkadami renesansowych kamieniczek w chłodnym mroku starych murów, patrząc na plac z różnych perspektyw i szukając zmieniających się tonacji światła. Obudził się zadowolony. Chciał zerknąć jeszcze raz na stary zamek ze swoich podróży.

       Zamknął oczy i próbował przywołać wspomnienia... Ale natchnienie go opuciło. Patrzył na lupę jak na bezużyteczne narzędzie. Przez kilka kolejnych dni nie mógł znalezć sobie miejsca. Z jednej strony chciał odpocząć, z drugiej, znów dać się ponieć rozbudzonej wyobrazni. Zrobić co ze swoim wolnym czasem. Nagle, ku jego zaskoczeniu wspomnienia spłynęły z całą mocą. Jedno za drugim. Wpadł w panikę, że nie będzie ich w stanie posegregować. Ale już po chwili przechadzał się po rozległych placach, zaglądał do sklepików, dotykał ręką ceglanych murów, jakby chciał sprawdzić ich autentycznoć. Wodził wzrokiem za promieniami słońca. Obserwował lot gołębi. Nawet wyobraził sobie, że pije kawę w kawiarence z kolorowym parasolem, przyglądając się wielobarwnemu tłumowi. Gwar narastał, słyszał strzępy rozmów, rozpoznawał pojedyncze słowa. Był wreszcie w tamtym miejscu, które go zawsze fascynowało.

       Bawiło go ustawianie lupy wraz ze światłem lampy, dawało głębię spojrzenia i większą trójwymiarowość płaskiej fotografii. Wszystko nabierało właciwych kształtów i kolorów. Mrużył oczy, zakrywał ręką to jedno, to drugie oko, by wrażenia były intensywniejsze. Powracał do tego zdjęcia wielokrotnie. Wspomnienie smaku kawy pozwoliło mu zapomnieć o lupie, dzięki której znalazł się na najbardziej ruchliwej ulicy tamtego miasta.

       Tak, kawa była wyśmienita i nie przeszkadzał mu nawet tłok i nerwowy pośpiech. Nie rozumiał tylko, dokąd ci ludzie tak pieszą, zamiast usiąść i zatrzymać się na chwilę, jak on. Długo myślał o mieście, którego uliczki znał na pamięć. Przybliżał twarz do fotografii i od nowa przenikał tłum. Był tam rzeczywicie.

       Doszło do tego, że w ogóle nie rozstawał się z lupą, a ona stała się jego jedynym oknem na świat. Przestał odbierać rzadkie telefony, posiłki jadł w popiechu i prawie nie wychodził z domu. Zamiast cieszyć oczy jesiennymi promieniami słońca, wolał siedzieć zagrzebany we wspomnieniach i przeglądać albumy. Wstawał rano i kładł się nocą. Czasem sprawiał wrażenie, że tracił rachubę czasu... Którego dnia przyszło mu do głowy, że z nikim się nie przyjaznił i nikomu nie opowiadał swoich wrażeń z podróży. Z nikim nie dzielił życia, zawsze był sam. Zrobiło mu się przykro. Poczuł, że coś stracił, czegoś nie spróbował i nie dowiadczył, coś go ominęło. Została mu tylko ta jego pamięć, trochę zawodna i wyblakła, jak niektóre jego fotografie.

       Dziś ta pustka doskwierała i zaczął trawić żal, że nie ma kogo bliskiego, komu mógłby poświęcać czas. A przecież miał go tak dużo. Do zdjęć nie zajrzał przez kilka dni. Tłukł się z kąta w kąt, wymyślając na siłę jakie porządki. Miał krótkie przebłyski, że co zaniedbał, o czym zapomniał. Rano zerknął kątem oka na leżącą na biurku fotografię. On nad rzeką, z kolorowym miastem w tle. Pomarańczowy, ciepły zachód. Obok, jacyś nieznani, uśmiechnięci ludzie. Przysunął bliżej lupę i znów był pomiędzy nimi.

       Nabrał ochoty na wędrówkę tamtymi ladami... Przechadzał się w wesołym tłumie turystów. Przypomniał sobie chłód rzeki, w której wtedy zanurzył dłonie. To jego dzisiejsze marzenie też było bliskie uwolnienia się od jakiegoś niewidzialnego ciężaru, który czuł na swoich barkach od wielu tygodni. Sprawdzał lupą refleksy słońca na połyskującej powierzchni wody. Widział błysk kościelnych iglic i czerwonych dachów starego miasta, daleką linię zamglonego horyzontu. Docierały do niego odgłosy z nadbrzeżnych kawiarenek i restauracji. Magia tamtego miejsca sprawiła, że nabrał jakiejś nowej siły. Odłożył zdjęcie.

       Wyszedł na spacer, zaskoczony jasnym słońcem. Szedł powoli i lekko, wystukując laską rytm każdego kroku. Zatrzymywał wzrok na szczytach kamienic i ozdobnych gzymsach. Patrzył na nagie korony drzew, otulonych jesiennym chłodem. Wreszcie czuł zapach własnego miasta.
Tu nie musiał używać lupy, by dowiadczyć czegoś prawdziwego.




Kontakt z autorami spektaklu: POCZTA




Wszystkie teksty prezentowane w tej witrynie są chronione Prawem Autorskim.
Kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie, wymaga pisemnej zgody autora.
All text are copyrighted and you are not allowed to use them without my permission.